Menu

2012, USA 2009

5 grudnia 2009 - Recenzje

Nie sądziłem, ze to kiedykolwiek napiszę – ale ten film Rolanda Emmericha był strasznie nudny. Aha, nie miałem okazji widzieć jego poprzedniej produkcji czyli 10.000 BC, wiec może to zaskoczenie jest niezasłużone. Ale mając do dyspozycji temat w którym istotna częścią scenariusza jest rozpierducha całego świata, to naprawdę trzeba się postarać żeby zrobić z tego monotonny i przydługawy film. I to na dwóch czy trzech płaszczyznach na jakich oglądamy ten film. Bo dramat rodziny z którą niby widz ma sie utożsamiać jest strasznie przesłodzony i stale rozgrywany tak samo. Rozmowa o tym jak to rodzina sie kocha, zagrożenie i ucieczka. Prawdę mówiąc, to po jakiejś pól godzinie zacząłem kibicować by wreszcie jakiś szlag ich dogonił – ale, cóż, czy miałem okazje się ucieszyć, można się przekonać w kinie. W drugiej płaszczyźnie mamy tradycyjnych w tego typu produkcja napełniaczy, którzy są tylko po to by można w efektowny sposób pokazać ich koniec. Na czele z amerykańskim prezydentem, który może i błądzi, ale summa summarum nie opuszcza swoich wyborców i ze spokojem oczekuje na spotkanie ze stwórcą…

No i wisienka na torcie czyli rozwalanie przez siły natury całego świata. I chyba największy zawód. Bowiem na tyle duża dawka efektów specjalnych jesteśmy raczeni, ze po pewnym czasie zaczyna sie patrzeć na zegarek. Ok., ja wiem ze widok Kaplicy Sykstyńskiej grzebiącej w swoich ruinach tysiące wiernych jest widokiem mocnym, ale takie obrazki mieliśmy okazje oglądać juz wiele razy. I nawet rozwalenie Białego Domu za pomocą lotniskowca aż tak widowiskowe nie jest. No ale, zapewne osoby idące do kina tylko ze względu na efekty będą zadowolone – bo jest to typowy dla współczesnych superprodukcji poziom.

Szkoda, ze twórcy nie zdecydowali sie troszkę więcej uwagi poświęcić najbardziej interesującemu aspektowi tej całej historii czyli globalnej konspiracji i wyprzedaży miejsc na arkach. Ale tez jest to zrozumiale – w końcu to film dla przeciętnego zjadacza popcornu a nie zwolenników spiskowej teorii dziejów. Ale w trakcie seansu naszły mnie dwie refleksje. Po pierwsze zastanowiłem się czy mając do dyspozycji ten miliard euro zdecydowałbym sie na wykupienie miejsca. Bo życie na tak odmienionej planecie mogło by być mało przyjemne – szczególnie w towarzystwie odpowiednio dobranych genetycznie przedstawicieli naszego gatunku, no i wśród innych takich bogaczy – co pewnie mieliby problem z samodzielnym zawiązaniem butów. A po drugie, czy ten nasz specjalny sojusz z Wielkim Bratem zza oceanu sprawiłby ze nasi rządzący zostaliby poinformowani o zagrożeniu. Nie wiem dlaczego, ale jakoś w to osobiście wątpię…

Moja ocena: 4/10

Share