Menu

Czarny czwartek. Janek Wiśniewski padł, Polska 2010

2 marca 2011 - Recenzje

Nie do końca byłem przekonany do tego filmu idąc nań. Bo jakoś polskie firmy koncentrujące się na opowiadaniu najnowszej historii dotychczas niezbyt nam wychodziły – by przypomnieć tylko „Popiełuszkę. Wolność jest w nas” czy „Katyń”. No i bardzo zniechęcający jest zwiastun tego filmu – składający się w znaczącej części z autorskiej interpretacji piosenki o Janku Wiśniewskim wykonywanej przez Kazika. Bardzo nudnej interpretacji. Ale też z drugiej strony na film zaprasza jeden z najlepszych w ostatnich latach w naszym kinie plakatów. Skromny, ale też bardzo wiele zapowiadający. No i dałem się przekonać entuzjastycznym wręcz opiniom na temat filmu opublikowanym w Gazecie Wyborczej. Tak, wiem, ciężko jest uznawać za wiarygodne artykuły czytane u patrona medialnego filmu, ale nazwiska ich autorów były dość przekonujące.

Niestety, ale spotkało mnie w kinie spore rozczarowanie. Seans był dość traumatycznym przeżyciem – ale nie ze względu na drastyczną tematykę i ogrom nieszczęścia pokazywanego, ale z powodu przenikliwej wręcz nudy. Film się ciągnie i dłuży, a jak tego nie robi, to rozłazi się na trzy niezbyt ze sobą współgrające części. Które zapewne osobno mógłby być czymś dużo bardziej interesującym, ale w zaprezentowanym przez Antoniego Krauze miksie tracą wszystkie swoje walory. Wątek najstarszej ofiary masakry robotników, Brunona Drywy, i jego rodziny – który miał być osią filmu i trzymać zainteresowanie widza, jest kompletnie niewciągający. Bohaterowie są papierowi i nieciekawi a ich perypetie niezbyt wciągające. Zapewne jest to spowodowane mocno wyidealizowanym obrazem jaki się nam serwuje – ale czasem trudno jest tego uniknąć twórcom filmu gdy głównym ich konsultantem jest pierwowzór bohatera. Drugim wątkiem są obrady partii, która próbuje sobie poradzić z zaistniałą sytuacją. Co też nie jest zbyt interesujące – ponieważ większość sytuacji już znana, chociażby z procesu osób odpowiedzialnych za grudzień 70 roku. Najbardziej interesujący, przynajmniej dla mnie, jest trzeci wątek. Zdjęć archiwalnych przeplatanych z autentycznymi nagraniami rozmów służb bezpieczeństwa. Tylko że jest to najbardziej poboczny wątek i tak na dobrą sprawę kończy się zanim zaczyna.

Ale chyba największym zarzutem jaki można skierować do twórców tego filmu jest jednowymiarowość chyba wszystkich postaci. Albo jest ktoś zły – albo dobry. Nie ma żadnych szarości. I troszkę na siłę próbuje się nas przekonać, że nie wszędzie byli sami źli ludzie. Bo i w partii znajdzie się sekretarz który porozmawia z robotnikami, a i w wojsku będą tacy którzy będą próbować powstrzymać masakrę czy też pomogą rozpaczającej, jeszcze nie mającej pewności, wdowie – w końcu żyjemy w czasach poprawności politycznej. A to że takie osoby pokazane nam są kompletnie bez związku z resztą fabuły? Cóż, kogo to obchodzi… Swoją drogą, przez dużą część seansu zastanawiałem się dlaczego akurat niektóre epizody z tamtych czasów zostały wybrane, bowiem zarówno rozmowa wyższych oficerów marynarki, ani negocjacje sekretarza komitetu miejskiego z robotnikami czy też nawet charakterystyczne przemowy Pierwszego Sekretarza KC – nie są zupełnie potrzebne do opowiedzenia głównej historii. Tylko zwalniają i tak kiepskie tempo…

Moja ocena: 3/10

Share