Menu

Megamocny (Megamind), USA 2010

15 stycznia 2011 - Recenzje

Miłe jest to, że w ostatnim czasie coraz więcej jest filmów animowanych których głównym odbiorcą są osoby dorosłe. Bowiem trudno jest uważać, by film w którym główny bohater jest zły, i w dodatku zaczyna się od opowieści w której tenże bohater mówi o drodze która doprowadziła go do wkrótce mającej nastąpić śmierci. Więc tak, jest to film głównie dla osób dorosłych. W dodatku takich, którzy potrafią dostrzec cudzysłów w tej opowieści. Bowiem nie można jej oglądać na serio – bo inaczej byłby to schemat na schemacie przewidywalnością poganiany.

A tak mamy do czynienia z lekką, miłą i przyjemną opowieścią, którą zapomina się dość szybko po wyjściu z kina. I tylko i wyłącznie to. Co już chyba jest trochę. Przede wszystkim – przynajmniej dla mnie – świetna muzyka. Klasyczne szlagiery rocka rodem z lat osiemdziesiątych wyznaczają rytm opowieści. I powodują że nie da się nie lubić głównego – negatywnego – bohatera. No bo jak inaczej można zachować się wobec złoczyńcy, który swoje niecne plany wciela w życie przy rytmach AC/DC czy też Guns’n’Roses. Jednym słowem, miodzie.

W dodatku wszystkie te straszne plany są pokazywane widzowi w lekkim sosie. Tak by przypadkiem nie znielubić wiecznie przegranego geniusza zła. Więc nawet jeśli demoluje on miasto, to w towarzystwie mającego wzbudzić wesołość kompana złoczyńcy oraz humorystycznych tekstów. W końcu mamy go polubić, a nie denerwować się na jawne niszczenie porządku społecznego. Przecież w dzisiejszych czasach różnica pomiędzy dobrem a złem jest bardzo mglista – i dobry bohater nawet w filmach Disney’a nie jest kryształowo czysty. Wiec szkoda, że tak usilnie się nas przekonać do lubienia niebieskoskórego bohatera…

I to jest właśnie największa bolączka tego filmu. Za wszelką cenę stara się widza przekonać do lubienia bohatera. Który sam z siebie jest sympatyczny i wobec kompletniej nijakości bliźniaka Supermana, bezproblemowo wygrywa sympatię widza. A tutaj mamy zupełnie niepotrzebne zmienianie głównego bohatera i happy end. Ok., może i pasuje on do tego filmu – ale czy zły człowiek może znaleźć swoje szczęście tylko i wyłącznie po przejściu na dobrą stronę mocy? Nie wydaje mi się…

Moja ocena: 7/10

Share