Menu

Paul Blart: Mall Cop, USA 2009

30 grudnia 2009 - Recenzje

Kompletnie nie rozumiem po co został nakręcony ten film. Ani nie ma w nim nic oryginalnego, ani nic śmiesznego – a nawet najbardziej dynamiczne elementy fabuły są mało interesujące. Tak samo jak nie za bardzo wiem dlaczego ktokolwiek chciałby iść na ten film. No tak – ja poszedłem, ale po pierwsze nie było nic innego w kinie, a po drugie, aż tylu osób mających lekkiego bzika na punkcie kina chyba nie ma. Ale, o dziwo, film ten zarobił w samych stanach prawie 150 mln dolarów, więc pewnie za niedługo się doczekamy jego sequela. Cóż – coraz więcej rzeczy mnie w życiu zaskakuje.

Chociaż – jest jedno wytłumaczenie które może wyjaśnić fenomen takiej popularności w kinach. Tak jak komedie romantyczne są pokarmem dla osób które wierzą, że takie ogromne uczucie może istnieć na tym świecie i spotyka „normalnych” ludzi, tak i tutaj jest pokazany mocno skrzywiony obraz rzeczywistości. Coraz więcej osób cierpi na nadwagę czy też otyłość, a tutaj główny bohater – co najmniej w rozmiarze XXL – pokazuje, że nie jest to przeszkodą do niczego. Zarówno jest w stanie powalczyć z gangiem złoczyńców, bez wyjątku chudzielców, jak i zdobyć zainteresowanie dziewczyny. W dodatku takiej, która mogłaby trafić na okładkę magazynu o urodzie. Trzeba tylko uwierzyć w siebie. A który z widzów nie chciałby uwierzyć w tak piękną receptę na szczęście?

Nie wiem, może jak się przymknie oko na hasające sobie po całej fabule niedorzeczności – jak fakt że do hipermarketu może sobie wejść osoba postronna pomimo otoczenia go przez kordon policyjny, czy też fakt iż zwinni i wysportowani przestępcy nie potrafią sobie poradzić z ochroniarzem którego dzień wcześniej obezwładniła starsza kobieta wagi ciężkiej. Czy też uwierzy się że ten niezbyt rozgarnięty plan napadu miał kiedykolwiek szanse powodzenia – to ten film można oglądać z przyjemnością. Mi się nie udało w to uwierzyć, więc i film mi się dłużył. A i jakoś rozliczne w nim gagi, jak pijackie popisy głównego bohatera, czy też jego choroba – mnie nie rozśmieszyły. Ale najwyraźniej jest to film który ma swoją widownię, i ja do niej nie należę. Nie pierwszy i nie ostatni to raz. Ale nikomu spędzenia przed tym dziełem 90 minut bym nie polecał. No chyba, że osobom których się nie lubi…

Moja ocena: 3/10

Share