Menu

Wakacje z Interrailem – dzień siódmy i ostatni

10 stycznia 2010 - Wycieczki

Wiedeń Miedling - mało przyjemny dworzec o mało przyjemnej porze

Na dworzec wracam na tyle wcześnie, że mogę poobserwować sobie liczne pociągfi kończące swój bieg, oraz kilka nocnych czekających na sygnał do wyjazdu. Nie wiem z czego to wynikało, ale wszystkie 4 jakie widziałem, wyruszyły ze stacji z opóźnieniem. I to nawet sporym, bo trzy z nich miały ponad +30. Swoją drogą bardzo oryginalnie wyglądają wagony niemieckiego CityNightLine – a szczególnie pomysł by łóżka w kuszetkach były umieszczone równolegle do osi pociągu, a nie prostopadle jak to jest w „normalnych” wagonach. Po odjeździe nocnego pociągu do Berlina, z lawetami dla zmotoryzowanych pasażerów, podstawiony zostaje mój EN do Budapesztu/Zagrzebia.

Wiedeń Sudbahnhof - który jest już niestety historią

Troszkę jestem zaskoczony, że pociąg ten ma aż takie obłożenie. W mojej kuszetce wynosi ono prawie 100%. A sądząc po ilości osób próbujących wejść do innych wagonów, tam jest podobnie. Liczyłem, że środku tygodnia będzie troszkę mniej ludzi. Trafia mi się miejsce w węgierskiej kuszetce. O ile dobrze pamiętam bardzo podobna jeździ w „Chopinie”. Co prawda jest klimatyzowana, ale nie potrafi ona obsłużyć potrzeb takiej ilości pasażerów i w przedziale – a szczególnie na górnej leżance – jest gorąco. A propos leżanki, nie wiem czy na Węgrzech mają jakąś inną, mniejszą, skrajnię – ale była ona bardzo krótka. Dobrze, że już jestem dość mocno zmęczony tym wyjazdem, więc spanie z podkurczonymi nogami mi aż tak bardzo nie przeszkadza.

Wiedeń Sudbahnhof - pociąg do Pragi

Do Wiednia dojeżdżamy przed 6 rano. Tutaj czeka mnie mała przejażdżka regionalnym ekspresem. Pociąg nocny bowiem jedzie tylko przez Wiedeń Meidling – a mój następny przejazd zaczyna się na tutejszym dworcu południowym. Na szczęście tutejsze połączenia lokalne są dość dobre i już po kilku minutach siedzę w regionalnym ekspresie. Jest to skład dobrze znany mi z zeszłego roku, kiedy Austriacy podstawili pociąg podobnego typu dla kibiców wracających z meczu naszej reprezentacji na Euro.

Praga - bardzo znany widok

Na wiedeńskim Sudbahnhofie mam troszkę czasu na zjedzenie jakiegoś śniadania i obudzenie się poważniejszą porcją kofeiny. Pociąg EC do Pragi jest już podstawiony, więc zjadam je siedząc na peronowej ławeczce i podziwiając jak tutejsi technicy sprawnie podłączają „Taurusa” do składu. W moim wagonie siedzi nie więcej niż 10 osób, więc wybór miejsc jest spory. Jest od produkcji Siemensa sprzed dekady – dlatego nie dziwi mnie, że fotele w nim wyglądają niczym starsi bracia tych znanych mi z dnia wczorajszego i pociągów ICE. Podróż do stolicy Czech mija nieśpiesznie, przez całkiem sympatyczne okolice, i jakoś nie dziwi mnie to, że do Brna meldujemy się z 10 minutowym opóźnieniem. Tymczasem większość pasażerów odsypia wczesnoporanne wstanie by móc zdążyć na ten pociąg. Inną sympatyczną rzeczą jest to, że czeska konduktorka zapowiedzi przed stacjami podaje w trzech językach. Mała rzecz, a cieszy.

Praga - czeskie Pendolino gotowe do drogi

W tym miejscu chciałbym podziękować wujkowi google za średnio dokładne umieszczenie stacji Praga hl. n. na swoich mapach. Miałem mieć spokojne przejście pomiędzy Holeszowicami w których kończył bieg pociąg z Wiednia a stacją główną. A okazało się to być błądzeniem i przybyciem na miejsce na „styk”. Na szczęście udało się zdążyć – ale planowane wcześniej napicie się piwa w jakieś tubylczej knajpie zostało przeniesione na inną okazję. A o samej Pradze nie mogę wiele powiedzieć – za dużo stresów związanych było z szukaniem stacji by móc się rozkoszować widokami i zabytkami.

Pendolino - przytulne, ale bardzo ciasne wnętrze

Ostatnią „atrakcją” tej wycieczki była jazda czeskim SuperCity, czyli włoskiej produkcji Pendolino. Nie da się ukryć, że zrobili oni wokół tego typu pociągów wiele szumu, sugerując „nową jakość”, to o czym wspominałem przy okazji dzielenia się wrażeniami z jazdy X2000, jeszcze w pierwszym dniu wyjazdu. Ale tutaj doskonale widać jak wiele można zrobić dla obrazu przewoźnika kolejowego samym marketingiem. Bo po pierwsze, na czeskich torach pociąg ten nie jest superszybki – tylko „normalno” prędkościowy. A po drugie, o ile opakowanie jest niezłe, to towar już mniej. W pierwszej klasie jest strasznie ciasno. Porównałbym odległości między fotelami do tych, jakie są w naszych rowerówkach. Czyli mało miejsca na nogi. Po drugie – nie wiem czy to typowa rzecz dla pociągów z wychylnym pudłem, ale tutaj też okna są strasznie małe, do daje takie mało przyjazne wrażenie. A po trzecie – strasznie zawiodłem się na restauracji pokładowej. Kiedyś, miałem okazję skorzystać z usług czeskiego wagonu restauracyjnego na pokładzie EC „Praha”. I był to naprawdę niezły posiłek, na pewno o dwie klasy przewyższający to co można spożyć w naszym warsie. A tutaj? Po pierwsze w wagonie restauracyjnym nie ma miejsc siedzących. Po drugie menu jest bardzo mało atrakcyjne, bardziej przypominające przydrożny bar niż coś interesującego. A po trzecie – i najważniejsze – do przygotowywania potraw używa się tam mikrofalówki. Więc i posiłek jest średnio smaczny…Gratulacje dla marketingowców – bura dla całej reszty. Jedyne co można pochwalić, to poczęstunek powitalny. Kanapka, napój zimny, napój ciepły, coś słodkiego, cóż więcej można chcieć?

Ostrava - siermiężny dworzec

W Ostrawie okazało się, że troszkę będę musiał zmienić plany. Ponieważ „Polonia”, którą chciałem wrócić do Polski miała opóźnienie, to skorzystałem z możliwości podjechania do ostatniej czeskiej stacji (na której się oba pociągi zatrzymują) na pokładzie EC „Comeniusa”, jadącego do Krakowa. W końcu w tej podróży chodziło o nowe doświadczenia, a nim jeszcze nie jechałem…

Bohumin, dworzec

W Bohuminie czekała mnie mała przerwa. Mam spory sentyment do „Polonii”. Swego czasu jeździłem nią parę razy w miesiącu na trasie Katowice-Warszawa. I prawie zawsze zaliczałem spore spóźnienie. Więc i nie zdziwiłem się, że z Czech wyjeżdżała z +50. Widocznie taką ma ten pociąg przypadłość. A teraz jest jeszcze jedna sentymentalna rzecz – jak to zwykle epoka, w pierwszym wagonie pasażerowie są mocno wstrząsani podczas jazdy. Kiedyś to przeszkadzało, a teraz – po długiej zagranicznej podróży – jest to całkiem sympatyczne. Nie mówiąc o wrażeniu jakie się ma przybywając na katowicki dworzec.

Bohumin - odpinanie czeskiej lokomotywy

PODSUMOWANIA. Łącznie 7260 km,z czego:

Share