Menu

Australia, Australia / USA 2008

16 grudnia 2009 - Recenzje

Oj, chyba nam się Baz Luhrmann starzeje. Zrobił film strasznie sentymentalny, który pokazuje jak to kiedyś było pięknie i wspaniale w kraju kangurów. Oczywiście jakieś błędy i wypaczenia się zdarzały – ale to tylko dodawało uroku temu miejscu. Tubylcy byli solą tamtej ziemi, otoczoną magiczną aurą, wojacy dzielni i sprawiedliwi – nawet szemrani biznesmeni mieli swoje zasady. Poza bed-guyem, ale on z zasady jest zły do szpiku kości i wiadomo co się z nim może stać. Oglądając ten film miałem cały czas identyczne wrażenia jak podczas oglądania „Pana Tadeusza. Czyli, że oglądam film który powstał głównie dla jego twórcy, który tęskni za światem, którego już nie ma – a im więcej czasu mija, tym piękniejszy i bardziej sielski się wydaje. Ja nie miałem okazji żyć w Australii (tak samo zresztą było przy naszych Kresach), więc jakoś tego całego piękna i uroku nie kupuję. Oczywiście, jest to piękna historyjka – ale tylko historyjka., która średnio mnie interesuje.

Rzeczą, która również wpłynęła lekko negatywnie na mój odbiór tego filmu, jest fakt, iż podczas całego seansu mam wrażenie iż mam do czynienia z recyclingiem. Scenarzyści serwują nam dobrze znane i ograne składniki, które widzieliśmy już wielokrotnie. Zaczynając od głównych postaci, czyli wysublimowanej damy z Anglii i szorstkiego aczkolwiek mającego gołębie serce prowincjusza – a kończąc na pożarze Atlan…. to znaczy Darwin. I jak to zwykle bywa z posiłkiem podawanym któryś raz, smakuje to gorzej niż pierwowzory, ale nadal jest jadalne. A poza tym schematycznym scenariuszem otrzymujemy solidną rzemieślniczą robotę, na czele z mocno zwierzęcym Hugh Jackmanem – co na pewno się spodoba paniom. A dodatkowo na ekranie pojawia się dawno nie widziany Bryan Brown, przynajmniej w szerszej dystrybucji. Jedyne, do czego można się tak naprawdę przyczepić to narracja. Jakoś dodatkowe opowiadanie o tym co przeżywają bohaterowie i co się dzieje wokół wydaje się niepotrzebne. Szczególnie że mamy napisy wprowadzające i podsumowujące, a narrator swój czas na ekranie również dostaje. I – jak to dziecko – kradnie sceny w których jest pozostałym aktorom…

Moja ocena 5/10

Share