Czasem trzeba się dogadać
Za nami tegoroczne wybory parlamentarne w Danii i najdłuższy, jak dotąd, czas, w którym formowała się koalicja rządowa. Wydawało się w 2022 roku, że te 42 dni, które były potrzebne do zawiązania większości - to bardzo długi czas, który nie prędko zostanie pobity. Cóż. 4 lata później, trzeba było tych dni 70. I to w dodatku, wystarczyło to tylko do stworzenia rządu mniejszościowego. Co może być dla nas zaskakujące, bowiem w Polsce mamy tylko krótkie doświadczenie z rządem profesora Belki, poza tym zawsze u nas była większość parlamentarna. Ale w Danii bardziej sytuacja sprzed kilku lat była nietypowa – koalicyjna większość – niż to co wydarzyło się w tym roku.
Tak, tylko 5 powojennych rządów było popierane przez większość w parlamencie. Znacząca większość (jakieś 80%) gabinetów, była zmuszona do szukania poparcia u partii opozycyjnych. Co jest nietypowe, ale też może być jednym z wielu powodów, dlaczego poziom szczęśliwości w tym kraju jest taki wysoki. Ktoś powie, że troszkę daleki związek, ale chyba będę w stanie obronić swoją tezę.
Rząd, który do każdej swojej legislacji, musi budować ponadpartyjne porozumienie – nie może sobie pozwolić na jakieś radykalne reformy. Znaczy się może, ale nie zależą one wtedy od jednego przywódcy partyjnego, tylko wymagają naprawdę dużych i zapewne długich negocjacji, tak aby odpowiedzialność za sukces spadała też na barki partii, które nie popierają rządu. I zawierała też w sobie elementy, które wymusiła opozycja, a nie tylko jednostronne podejście do tematu. Z drugiej strony, pozwala to na pewnego rodzaju swobodę, bo można do jednej kwestii dojść do porozumienia z partią A, ale w drugiej, już z partią B. I ma to też inną, bardzo dużą zaletę. Po kolejnych wyborach i ewentualnej koalicji rządowej, nie ma aż tak gwałtownych zmian w polityce, bowiem duża część dotychczasowej, była w ten czy w inny sposób wspierana poprzez jakąś część „nowej” koalicji.
Podczas pandemii wspominałem, że bardzo podobało mi się, że podczas podejmowania i ogłaszania ważniejszych decyzji, poza ministrami czy panią premier, byli też obecni przedstawiciele opozycji – co powoduje, że nie mogą za bardzo ustawić się w bardzo wygodnej pozycji recenzenta, tylko od początku są (współ)odpowiedzialni. Co mocno podwyższa jakość debaty publicznej, ale też obniża jej temperaturę. Patrząc na aktualną sytuację w polskiej polityce, bardzo, ale to bardzo, się by to nam wszystkim przydało...